#8 O adipofilii…

Jeden lubi żebra, drugi lubi mostek
A ja lubię schaby, bo tam nie ma kostek!
(„Świat według Kiepskich”, odc. 389)

Czas na główną notkę na blogu. Podejmę w niej temat adipofilii, czyli, znanej pod wieloma różnymi nazwami, erotycznej fascynacji otyłością. Zjawisko to intryguje mnie niezmiennie od kiedy tylko stwierdziłem, że mnie dotyczy; że jest immanentną częścią mojego „ja” — a stało się to bardzo dawno temu…

Zawsze miałem w planach napisanie tego tekstu, zwłaszcza że nawet w rubryce „O blogu” stoi jak byk słowo „adipofil”, a że jest to rubryka, z którą nowi Czytelnicy zapoznają się w pierwszej kolejności, warto, by ten termin sobie przyswoili. Ostatecznym impulsem do wysłowienia moich myśli na ten temat była lektura pewnej książki, którą zrecenzuję w jednej z kolejnych notek, a która przedstawia stereotypowy, bardzo wypaczony i krzywdzący obraz osób o rzeczonych upodobaniach.

Artykuł piszę z myślą o ludziach spoza środowiska adipofili — adipofile zrzeszają się bowiem w społecznościach, w ramach których wszystkie poruszane tu tematy są przedyskutowywane na wylot. W artykule przedstawię moją próbę ujęcia rzeczonego zjawiska w zwięzłą definicję, następnie opiszę możliwie krótko, na czym polega parę pobocznych, współwystępujących z nim zjawisk, potem wskażę na ślady adipofilii w kulturze, na koniec zaś rozprawię się z kilkoma mitami na jej temat.

Tradycyjnie czas na małe albo wcale i nie takie małe interludium muzyczne. Opracowanie tej ogromnej pozycji zajmuje pianistom wiele miesięcy. Mówię o tak zwanych „Etiudach symfonicznych” op. 13 Roberta Schumanna. Jest to dzieło monumentalne, trwające w różnych wersjach 25–35 minut (istnieją fragmenty wydane pośmiertnie, których nie uważa się za obowiązkowe do wykonania — stąd rozbieżność czasowa). Wbrew temu, co może sugerować nazwa, ani nie są to etiudy (od strony formalnej jest to cykl wariacji), ani nie jest to muzyka symfoniczna (co oczywiste, bo to utwór na fortepian solo). Skąd tytuł?

Najprościej mówiąc, są to etiudy kompozytorskie, konkretnie studium techniki wariacyjnej, niezbędnej do pisania dużych, także symfonicznych, form. Oczywiście stanowią nie lada wyzwanie i dla pianisty, więc termin „etiudy” nie tylko w sensie kompozytorskim, lecz również w sensie pianistycznym trochę się do nich stosuje. Każda „etiuda” napisana jest w innej fakturze, to znaczy „ćwiczy” inny problem techniczny: prowadzenie głosów, kanon, akordy, skoki i inne. Prezentuję wykonanie Brendla jako najbardziej mi odpowiadające (choć chorałowa Etiuda VIII jest „przeleciana”, czyli zła): https://www.youtube.com/watch?v=FEUitswFWG8

Spis treści

Czym jest adipofilia

Dlaczego nie fetysze?

Co podnieca adipofili

Addytywny model atrakcyjności
Bodźce

  1. Otyłe ciało
  2. Tycie

Mutual gaining
Caveat lector!

  1. Tuczenie
  2. Karmienie
  3. Jedzenie
  4. Przejadanie się
  5. Kontrast
  6. Transgresja granic
  7. Przygniatanie
  8. Pompowanie jamy brzusznej
  9. Ciąża
  10. Lenistwo
  11. Zły stan zdrowia
  12. Siła
  13. Fizjologia

Słownik adipofila

Czy adipofilia jest zmienna w czasie? Czy można zostać adipofilem?

Jak to było w przeszłości

Mity a fakty, czyli czym adipofilia nie jest

Adipofilia a ideologia plus-sizenew

Hipokryzja
Utopia
Kim one są
Manipulacja
Bądźcie po prostu normalne
Drażnią nawet adipofili

Słowo końcowe

Literatura

Czym jest adipofilia

Tytułowy termin jest wciąż mało popularny, nawet wśród naukowców — a szkoda. Jest on zespoleniem słów: adips, czyli z łaciny ‘tłuszcz’ (1), oraz filia, czyli z greckiego ‘miłość’. Niestety na temat znaczenia tego słowa nie jestem w stanie wycisnąć ze swojego mózgu nic więcej ponad to, co mówi etymologia i co powiedziałem we wstępie: adipofilia to ponadprzeciętnie silne zainteresowanie o zabarwieniu erotycznym ludźmi otyłymi. Otyłość jest w tym przypadku bodźcem wyzwalającym pobudzenie seksualne.

Wszystko to sformułowania bardzo ogólne, bo też przejawy tego zjawiska są zróżnicowane. Powiedziałbym, że na cały obraz składa się kilka pomniejszych upodobań, które mogą występować u jednego człowieka we wszystkich możliwych kombinacjach. Znalezienie się w sytuacji czy też zaistnienie zdarzenia pasującego do upodobania posiadanego przez osobę X wywołuje u tej osoby podniecenie; obiektem tego podniecenia może być zarówno osoba X (autoerotyzm) jak i ktoś inny, zależnie od natury danego upodobania.

Płeć adipofila nie odgrywa większej roli, jeśli chodzi o możliwość wystąpienia danego upodobania; oczywiście statystycznie pewne upodobania są częstsze u kobiet, inne zaś u mężczyzn, jednak nie spotkałem jeszcze takiego, które nie występowałoby w ogóle u jednej z płci. Orientacja seksualna również w tym sensie nie odgrywa roli — istnieją w naturze wszelkie możliwe kombinacje orientacji seksualnych oraz upodobań o charakterze adipofilskim. Istnieją zarówno związki, gdzie obydwoje partnerów jest adipofilami (według mnie to związki najsilniejsze, najlepiej rokujące), jak też i takie, gdzie jeden z partnerów nie jest wrażliwy na adipofilskie bodźce.

Kwestią indywidualną jest stopień nasilenia konkretnych upodobań; podkreślam to z całą mocą, bo właśnie na tym absurdalnym założeniu, jakoby wielbiciel krągłości nie widział w drugim człowieku nic więcej poza krągłościami, opiera się antypatia, jaką wielu ludzi do adipofili żywi, a której egzemplifikacją jest książka wspomniana we wstępie. Jak w każdej grupie społecznej, tak i tu zdarzają się osobniki nienormalne. Z drugiej jednak strony: tak jak jeden Polak-gwałciciel nie czyni z Polaków narodu gwałcicieli, tak jeden adipofil-psychopata nie czyni z adipofilii psychopatii.

Dlaczego nie fetysze?

Wiele osób nazywa upodobania, o których mówię, fetyszami. Fetysz oznacza wtedy podatność na określony bodziec erotyczny (niekoniecznie mający adipofilski charakter), na przykład posiadanie fetyszu biustu oznacza, że daną osobę podnieca biust, a fetysz zarostu powoduje darzenie szczególną uwagą osób z zarostem. Byłoby to bardzo wygodne określenie, gdyby nie to, że ‘fetysz’ to:

  1. «w wierzeniach religijnych pierwotnych ludów Afryki: przedmiot, posążek czczony jako wcielenie boga […]»
  2. «przedmiot traktowany jako amulet, maskotka; coś bezkrytycznie czczonego»

— według słynnego słownika PWN pod red. Witolda Doroszewskiego(2) albo też według jego nowszej wersji:

[…]

  1. «przedmiot, dzięki któremu fetyszysta zaspokaja popęd płciowy»

(poprzednie dwie definicje pokrywają się mniej więcej ze słownikiem Doroszewskiego)(3). Słownik PWN notuje jeszcze zabawne według mnie znaczenie słowa ‘fetyszyzm’:

[…]

  1. «zaspokajanie popędu płciowego przez oglądanie lub dotykanie przedmiotów należących do kogoś»

— zaś mój „Nowy słownik języka polskiego” z 2002 roku, też PWN-owski, pisze, że fetyszyzm to — uwaga:

[…]

  1. «zaburzenia popędu płciowego polegające na osiąganiu zaspokojenia seksualnego przez oglądanie lub dotykanie garderoby należącej do osoby płci przeciwnej»

Delikatnie mówiąc, trąci myszką. Trąci myszką przez swój brak ogólności — bo czemuż fetysz ubrań miałby być tak wyróżniony wśród fetyszy? Nie wspominając już o tych „zaburzeniach”…

Fetyszami w zakresie medycznym są jak widać przedmioty. Ale nawet jeśli rozszerzymy definicję tego terminu tak, by obejmował jakieś cechy fizjonomii człowieka, dalej będę uważał jego użycie za niecelowe. Każdy bowiem człowiek przy ocenie atrakcyjności drugiego człowieka zwraca na coś uwagę. Zatem w tym sensie każdy jest fetyszystą.

Chyba że fetyszyzmem nazwiemy zwracanie uwagi na coś, co uznamy za niewłaściwe. Otwartym pozostanie wtedy pytanie, wedle jakich kryteriów uznajemy jedne cechy wyglądu za dozwolone podniety a inne — nie, oraz: czyje konkretnie zdanie w tej kwestii będzie rozstrzygające? Jeśli już nazywać coś jednostką chorobową (fetyszyzm ma być ponoć zaburzeniem), to niech to będzie coś takiego, co powoduje cierpienie lub niekorzystne zmiany w życiu lub organizmie jakiegoś człowieka. Sformułowanie takiej definicji pozostawiam już medykom.

Po raz ostatni zatem: jeśli słowo ‘fetysz’ ma mieć sens, powinno denotować coś niezwiązanego z płodnością czy sprawnością seksualną — na przykład zabawkę albo zwykły przedmiot codziennego użytku wywołujący podniecenie u pewnych osób, zwanych przez to fetyszystami. Natomiast bujna uroda jest jak najbardziej czymś związanym z płodnością, jest jakimś — może i mało dokładnym — wskaźnikiem zdolności do reprodukcji, zatem upodobanie do bujnych kształtów po prostu nie mieści się w definicji fetyszu, tak jak upodobanie do brunetek, szerokiego torsu czy „kwadratowej” szczęki u mężczyzny.

Co podnieca adipofili

Wymienię teraz kilka upodobań–skłonności, najczęściej spotykanych u adipofili. Zanim to zrobię, chcę zwrócić uwagę na pewne fakty, które dotyczą wszystkich ludzi, w tym także adipofili, a o których osoby niebędące adipofilami a interesujące się adipofilią często zapominają.

Otóż człowiek niepobudzony i człowiek pobudzony erotycznie to dwie różne istoty. Człowiek pobudzony zmienia swoje oceny estetyczne i etyczne. Zatem to, co pociągające dla człowieka pobudzonego, może być odpychające dla tegoż samego człowieka, gdy nie jest akurat pobudzony. Co w sypialni — to nie na co dzień.

Podobnie, te same cechy mogą być raz pociągające a raz odpychające w zależności od tego, czy występują u osoby darzonej sympatią (np. partnera lub potencjalnego partnera) czy antypatią. Wróg nigdy nie jest atrakcyjny.

Po trzecie wreszcie, zachowanie i stopień zadbania grają niebagatelną rolę w ocenie człowieka pod kątem atrakcyjności. Dotyczy to wszystkich, adipofili także. Człowiek niemiły lub niezadbany raczej nie wzbudzi sympatii adipofila, nawet jeśli będzie otyły.

Addytywny model atrakcyjności

Chciałbym też przy okazji zapostulować lub zasygnalizować addytywny model atrakcyjności seksualnej, wedle którego pobudzenie można przybliżać liczbą, do której bodźce seksualne wnoszą pewne wkłady (dodatnie lub ujemne) — mogą zatem działać synergistycznie lub antagonistycznie, czyli wzmacniać się lub znosić.

Taki model wydaje się być oczywisty, jeśli pomyślimy o „zwykłych”, nie-adipofilskich upodobaniach: mężczyzna może uważać kobietę za atrakcyjną fizycznie — wkład dodatni — ale jednocześnie może być odpychany jej natrętnym zachowaniem lub sposobem wypowiedzi — wkład ujemny; ostatecznie może się z nią związać lub nie w zależności od tego, który z wkładów okaże się silniejszy. Model ten obowiązuje również w relacjach o podłożu adipofilskim; w szczególności, adipofil nie będzie darzył wszystkich osób otyłych jednakową sympatią a otyłość nie musi być wcale decydującym czynnikiem stanowiącym o wartości danej osoby w oczach adipofila.

Bodźce

A teraz lista podniet! Lista nie jest wyczerpująca. Z oszczędności czasu i miejsca pomijam te podniety, które nie mają adipofilskiego charakteru — na przykład elementy ciała tradycyjnie kojarzone z atrakcyjnością, takie jak biust, oraz typowe zachowania seksualne, takie jak sado-masochizm — nie znaczy to oczywiście, że adipofile się nimi nie interesują!

1.        Otyłe ciało

Nie sposób nie opisać głównego upodobania adipofila. Kulista sylwetka, zniewalająca miękkość ciała, ogromny brzuch przelewający się na boki przy każdym kroku, jędrne, wibrujące pośladki, napierające wzajemnie na siebie uda, piersi niczym ogromne poduszki, puszyste kształty na plecach (zwane z angielska skrzydełkami, wings), wałeczki na biodrach (ang. love handles, czyli uchwyty miłosne), trzęsące się podbródki, wypukłe policzki, niewidoczna szyja, każde z ramion szersze niż obwód pasa przeciętnego chudzielca, pulchne palce… jednym słowem seksapil. Seksapil tym większy, gdy to ciało jest tak bujnie rozrośnięte, że nie mieści się w fotelach, drzwiach, ubraniach; owo „niemieszczenie się” dodatkowo tylko podkreśla wydatność tego ciała. Ono zaś wypiętrza się, rozlewa, wylewa spod bluzki i ze spodni; promieniuje z niego wszechogarniające ciepło, moc, jakaś nieokreślona siła witalna…

Moje uwielbienie dla kobiet o rubensowskich kształtach razy trzy nie bierze się z jakiegoś uwielbienia dla tkanki tłuszczowej. Myślę, że ci, którzy tak kochają ludzką tkankę łączną albo tłuszcze, raczej studiują medycynę albo pracują w fabrykach oliwy. Tłustość jest tylko drobną cząstką ogólnej dobrej kondycji kobiety, jej zdrowia, płodności, siły, gibkości, obfitości, jurności, żywotności… (Oczywiście w ekstremalnych przypadkach jest odwrotnie, wszak otyłość też może być chorobliwa.) Jeśli podoba mi się tłusta dziewczyna, to nie dlatego, że jakąś miłością platoniczną kocham związki chemiczne zwane lipidami, tylko dlatego, że takowa wygląda po prostu zdrowo, hożo, apetycznie jako całość. W żadnym razie nie koncentruję uwagi na tłuszczu jako na fetyszu. Nie podnieca mnie zupełnie tłuszcz u osób, które nie są moimi potencjalnymi partnerami.

Tłuszcz jest natomiast elementem ciała o podtekście erotycznym podobnie jak piersi oraz narządy płciowe i — moim zdaniem — w dobrym guście jest się z nim publicznie nie obnosić, to znaczy zakrywać go ubraniami, tak jak zakrywamy piersi i narządy płciowe u obydwu płci. Działa tu wspomniana zasada: co w sypialni — to nie na co dzień.

Wymienię jeszcze parę cyfr, aby „laicy” zyskali właściwą perspektywę. Cóż to znaczy „gruba”? Jak wspomniałem, upodobania występują w różnych nasileniach. Istnieje wielu mężczyzn preferujących dziewczęta po prostu niebędące chudzielcami, tj. te, których BMI(4) waha się w granicach 25–30 kg/m². Istnieją też tacy, którzy nie znają żadnych limitów i żyją z partnerkami o wadze znacznie powyżej 300 kg (BMI>100 kg/m²). Najczęściej kobiety te pracują w branży porno i sprzedają się w Internecie, więc rolę w utrzymywaniu status quo odgrywają tu nie tylko upodobania seksualne, ale także pieniądze. Mężczyźni zachęcający kobiety do pozostawania w takim stanie, niewątpliwie zagrażającym ich zdrowiu i życiu, powinni być — ma się rozumieć — bezwarunkowo piętnowani.

Ja sytuuję się gdzieś pośrodku. Nigdy nie zdarzyło mi się powiedzieć ani pomyśleć o jakiejś dziewczynie, że jest za gruba (czyli że jej „grubość” mi przeszkadza), choć w bardzo rzadkich przypadkach stwierdzałem, że dana dziewczyna wygląda lepiej, gdy jest chudsza; były to jednak przypadki beznadziejne, to znaczy przypadki osób niewywołujących u mnie żadnych seksualnych konotacji. Choć nie wszystkie ponadwymiarowe dziewczęta mi się podobały, nigdy powodem tego nie była ich tusza.

Dolny limit wagowy, od którego zaczyna się moje zainteresowanie daną osobą pod kątem erotycznym, szacuję na ~110 kg. Dziewczyny nieco poniżej tego limitu określam mianem „szczupłych”; te o wadze dwucyfrowej — „chudych”; na 70 kg kończy się moja skala. Przedział wagowy osób, które mnie interesują to 130–200 kg. Powyżej tej magicznej liczby ciało nie traci oczywiście na atrakcyjności, niemniej jednak zaczynają się problemy natury zdrowotnej, które nie tylko czynią egzystencję bardzo trudną, a wręcz nieznośną, lecz także kłócą się z moim innym fundamentalnym pociągiem — pociągiem do kobiet silnych, sprawnych i zdrowych, który to pociąg opiszę poniżej.

Otyłość otyłości nierówna. Otyłość powstaje czasem jako efekt uboczny chorób metabolicznych i innych. Chyba rezydujący w moim mózgu algorytm, którego zadaniem jest wstępna ocena atrakcyjności drugiego człowieka, również o tym wie, bo czasem zdarza mi się spotkać dziewczynę spełniającą niby wszystkie kryteria wagowe i sylwetkowe (chodzi tu o różne wskaźniki w rodzaju stosunku obwodu bioder do talii itp.) — a jednak z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu zupełnie nieatrakcyjną. W kilku przypadkach dowiedziałem się istotnie o różnych przypadłościach, na które cierpiały te osoby (przykładem może być lipodemia).

Nie opiszę odczuć osób o innych orientacjach seksualnych, bo nie jestem niestety w bliskich relacjach z żadnym z takich adipofili. Odczucia kobiet hetero w kwestiach cielesnych wydają się natomiast być podobne do tych opisanych powyżej.

2.       Tycie

Przybieranie na wadze (ang. gaining) często stanowi podnietę. Podnietą może być tycie danej osoby, tycie jej partnera, tycie osoby obcej (modela itp.) lub tycie wspólnie z partnerem (ang. mutual gaining).

Mutual gaining

To ostatnie daje lżejszemu z dwójki złudzenie zmniejszania kontrastu między partnerami, jak gdyby „oswajania” ogromnej otyłości partnera oraz nabierania „tężyzny” samemu. Wielu mężczyzn hetero łaknie towarzystwa ogromnych, atletycznych kobiet, lecz jednocześnie czuje się w obowiązku górować nad nimi pod względem fizycznym. Ten przykry paradoks, umacniany tylko wymaganiami stawianymi ciału mężczyzny przez naszą kulturę, jest właśnie często powodem, dla którego mężczyźni tyją wspólnie z partnerkami. (Oczywiście podejmują też inne działania, na przykład ćwiczą na siłowni, to jednak nie należy już do tematu artykułu.)

Takich powodów mutual-gainingu istnieje jeszcze wiele, wymienię więc może jeden z nich, który według mnie jest ważny. Otóż dla wielu otyłych kobiet-adipofilek obiektem podniecenia jest tylko własne ciało. Jeśli partner-mężczyzna odkryje, że jego ciało nie jest dla partnerki podniecające, może starać się nabrać tuszy w nadziei, że to wzbudzi lub skieruje jej erotyczne zainteresowanie na niego. Czy zabieg taki będzie skuteczny — zależy od indywidualnych uwarunkowań psychicznych partnerów.

Jeśli chodzi o mutual gaining w związkach otyłych mężczyzn ze szczupłymi kobietami, to jest on zjawiskiem rzadkim. Wydaje się, że aspekt zmniejszania różnic międzypłciowych tam nie występuje — nie jest chyba zagadką, dlaczego. Otyłość czy ogólnie większe gabaryty raczej przydają siły, szczególnie mężczyźnie, zaś nasza kultura promuje silnych mężczyzn a nie nakłada prawie żadnych wymagań co do tężyzny ani siły fizycznej na kobiety, stąd nie czują one presji, by dorównać mężczyznom.

Caveat lector!

Tu czas na ważną refleksję. Czyż tycie nie jest szkodliwe i niebezpieczne z czysto medycznego punktu widzenia?

Oczywiście, w pewnym momencie takie się staje. Środowisko medyczne ustaliło wytyczne dotyczące prawidłowej wagi człowieka i w zasadzie można by tych wytycznych się trzymać. Ustaliło ono także wytyczne dotyczące spożywania soli, cukru, alkoholu, palenia papierosów, oglądania telewizji itp. Ich również można by się w zasadzie trzymać. Nie mówię już o wytycznych dotyczących czystości wdychanego powietrza, którymi zupełnie nikt z decydentów się w Polsce nie przejmuje.

Nie wyobrażam sobie świata, w którym nie byłoby otyłych dziewcząt. Myśl, że świat taki mógłby zaistnieć, napawa mnie być może lękiem, być może strachem a być może po prostu smutkiem i poczuciem wielkiej straty. Dlaczego wąsko pojmowane zdrowie fizyczne (moje lub mojej partnerki) ma być ważniejsze od zdrowia psychicznego i poczucia samorealizacji (mojego lub mojej partnerki)? Czy nie byłoby rozsądne znalezienie kompromisu między tymi dwiema przeciwstawnościami?

Po wtóre, nie trzeba wprowadzać w czyn wszystkich pomysłów dyktowanych nam przez nasze biologiczne instynkty. Często do osiągnięcia podniecenia wystarczy swoiste odgrywanie ról, to znaczy udawanie, że to, czego domagają się nasze instynkty, dzieje się naprawdę. W świecie fantazji mógłbym żyć z partnerką nieograniczoną pod względem gabarytów — jednak fantazje to nie rzeczywistość. W rzeczywistości mogę świadomie się oszukiwać, zaledwie symulując ogromne rozmiary lub proces tycia.

Dlatego też tycie nie musi w ogóle prowadzić do otyłości! (Z kolei hołubienie otyłości nie musi się wiązać z tyciem.) Jeśli się przytyje, można też schudnąć.

Znam przykład japońskiej modelki porno (porno przeznaczonego dla japońskich adipofili, zwanych debu-senami, jap. でぶ専), która co chwila fotografowała się na branżowych spotkaniach w zbyt ciasnych, rozpiętych spodenkach bądź też odgrywała uroczo swoje zaskoczenie tym, że znowu przytyła. O ile wiem, modelka ta istnieje w branży wiele lat, a jej waga nigdy nie przekroczyła 70 kg!…

Jeśli chodzi o podniecanie się własnym tyciem, zdaje się, że częściej spotyka się je u kobiet hetero i mężczyzn homo; mężczyźni hetero wydają się częściej zadowalać się obserwowaniem procesu tycia partnerki lub wywoływaniem go. Mutual-gainerzy, do których sam się zaliczam, istnieją tylko w kilkunastu procentach związków hetero (wedle moich skromnych obserwacji).

3.       Tuczenie

Jest to bodaj jedyny podrozdział, w którym osoby spoza środowiska odnajdą informacje, które mogły gdzieś zasłyszeć lub przeczytać. To podrozdział poświęcony tzw. feederom, czyli sławetnym karmicielom, wypasaczom. Nazwa feeder jest wg mnie nieodpowiednia; lepsze byłoby określenie tych osób mianem fatteners.

Feederami nazywa się tych, którzy podniecają się tuczeniem drugiej osoby. Tuczenie jest sprawianiem, że ktoś tyje. Jest to coś bardziej aktywnego od zachęcania do tycia i jeszcze bardziej aktywnego od przyglądania się tyciu. Bycie feederem może się wiązać z całą gamą negatywnych cech charakteru i zachowań, takich jak te pokazywane w kilku słynnych filmach dokumentalnych o feederach: psychopatia, chęć podporządkowania sobie drugiej osoby — a może się też nie wiązać z żadnym z tych mankamentów. Podobnie jest z piciem alkoholu. Powiedzieć, że Iksiński pije alkohol, to nic nie powiedzieć. Takie stwierdzenie może odnosić się zarówno do człowieka z marginesu społecznego, niepracującego i bijącego własną rodzinę — jak też do normalnego obywatela, funkcjonującego prawidłowo w społeczeństwie, chodzącego od czasu do czasu na prywatki lub do pubu.

Istnieją osoby, które podnieca idea otyłości prowadzącej do trwałego unieruchomienia ciała — swego lub partnera (ang. immobility). Myślę, że samo istnienie takiego fetyszu (tu jestem skłonny przystać na tę nazwę) nie może być powodem do potępiania osób go posiadających, gdyż upodobania seksualne są do pewnego stopnia wrodzone (znam wiele tzw. anegdotycznych dowodów na dziedziczenie adipofilii). Natomiast z całą surowością prawa powinno być ścigane wprowadzanie pomysłów inspirowanych tym fetyszem w czyn wbrew woli drugiej osoby — podobnie jak każde inne działanie na szkodę drugiej osoby.

Ilu jest adipofili-feederów? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy zdefiniować dokładnie słowo ‘feeder’. Jeśli ma ono oznaczać kogoś, kto czerpie satysfakcję z tuczenia drugiej osoby bez względu na wszystko inne — jej stan zdrowotny, jej wolę itp. — jedynie w celu przekonania się, do jakiej wagi można dojść, to myślę, że jest ich niewielu. Często tuczenie występuje nie jako odrębna podnieta, ale jako etap przejściowy nakierowany na osiągnięcie przez partnera zadowalającej wagi. Na pewno nie każdy adipofil jest feederem, a z kolei nie każdy feeder jest psychopatą.

4.       Karmienie

Karmienie (ang. feeding) i tuczenie (ang. fattening) to dwie różne rzeczy (choć jak widać „tuczyciele” nazywani są „karmicielami”). Są przypadki, w których jedno nie prowadzi do drugiego. Powód każdy chyba może sobie wyobrazić: jest nim albo zwracanie pokarmów albo zbyt rzadkie ich podawanie — celowo lub przypadkiem.

Karmienie jest podniecające albo ze względu na to, że pośrednio powoduje tycie i tym samym ułatwia zaspokojenie innych popędów (upodobanie otyłego ciała, tycia itp.) albo też z powodów niezwiązanych z adipofilią; chodzi tu np. o subiektywne poczucie opieki roztaczanej nad osobą karmioną — mniejsza z tym, czy taka opieka w rzeczywistości istnieje — lub poczucie „dogadzania” jej, które również stanowi podnietę a nie jest właściwe tylko adipofilom.

Karmienie występuje w kilku wariantach. Karmienie na siłę (ang. force-feeding) to odgrywanie ról dominującego i dominowanego — motyw w seksuologii stary jak świat i bardzo dobrze poznany. Często osoba karmiona jest dodatkowo krępowana. Karmienie przez zgłębnik (rurkę) wprowadza element zaskoczenia, bo podaż jedzenia jest kontrolowana przez drugą osobę. Karmienie łączone jest zazwyczaj z masowaniem żołądka, które działa tak jak każdy inny masaż. Karmienie jest praktykowane również podczas stosunku. Wytwarza ono dodatkową silną intymną więź między kochankami (słowo „partner” brzmi tu zbyt formalnie).

5.       Jedzenie

Jedzenie jest bardzo erotyczną czynnością! Bodźcem jest zarówno jedzenie samemu, obserwowanie jedzącego człowieka jak i wspólne jedzenie z partnerem. Jedzenie jest bardzo ważną, acz wcale nie niezbędną częścią adipofilskiego stosunku.

Trudno dokładnie opisać, co jest podniecającego w jedzeniu; na pewno nie chodzi o rozkosze właściwe koneserowi wykwintnych pokarmów. Nie chodzi też o zwykłe zaspokojenie głodu ani o uczucie najedzenia.

Jedzenie jest — na jakimś bardzo głębokim, prymitywnym poziomie — zwyciężaniem nad zjadanymi organizmami. Ten, który je, jest „lepszy” od tego, który jest jedzony. Z punktu widzenia prymitywnych algorytmów rezydujących w mózgu, człowiek, który potrafi dużo zjeść, to dobra sztuka — musi wszak mieć sprawną wątrobę, nerki, serce i cały układ pokarmowy. Z kolei człowiek, który ma co zjeść, to także dobra sztuka — na pewno potrafi on sobie to jedzenie załatwić, czyli wygrywa w odwiecznej walce o pokarm, dlatego też warto wymieszać swoje geny z tym właśnie człowiekiem. I choć żadne z tych stwierdzeń nie jest do końca prawdziwe w naszych czasach, mimo to podświadomość adipofila, która ocenia atrakcyjność drugiego człowieka oraz wywołuje uczucie podniecenia, bazuje na nich.

6.       Przejadanie się

Gdy dana osoba dąży do osiągnięcia uczucia sytości, a nawet bolesnego przepełnienia pokarmem, można stwierdzić, że podnieca ją przejadanie się. Po angielsku określa się to mianem belly stuffing.

Choć ludzie spoza środowiska starają się wymyślać najrozmaitsze teorie, mające tłumaczyć to zjawisko — a to że jedzenie naciska na narządy płciowe a to że najedzony człowiek jest po prostu szczęśliwy — trudno jest wskazać na jego źródło. Jeśli uciskanie narządów płciowych albo endorfiny wydzielane po spożyciu posiłku mają mieć jakiekolwiek znaczenie, jest to z całą pewnością znaczenie marginalne. Ja uważam, że znaczenie ma tu przede wszystkim opisane już poczucie „dogadzania” sobie oraz poczucie łamania niepisanych norm społecznych (obżarstwo jest piętnowane przez kulturę) — które opiszę w jednym z kolejnych punktów.

7.        Kontrast

Często podniecenie wywołuje samo uświadomienie sobie różnic między kontrastującą budową ciała partnerów. Kontrast zakłada istnienie chudszej i grubszej „połowy” w związku. Upodobanie kontrastu jest preferencją występującą bardzo często i dostarczającą bardzo silnych doznań. Wiele skrajnie otyłych kobiet hetero preferuje niepozornych wzrostem i budową ciała mężczyzn. Często zdarza się słyszeć z ust takich kobiet, że ich wybrankowie wyglądają w zestawieniu z nimi jak kukiełki czy zabaweczki, co — jak same twierdzą — jest dla nich podniecające.

Co ciekawe, w szczególnym przypadku miłośnika kontrastu mającego lekką nadwagę, to znaczy osoby już nie szczupłej, ale jeszcze nie otyłej, którą oznaczymy X, ta sama osoba X może być raz tym chudszym, raz tym grubszym partnerem! Oznacza to, że X może tworzyć związek zarówno z osobą skrajnie otyłą (grubszą od X) jak i skrajnie chudą (chudszą od X). Tłumaczy to, dlaczego w badaniu przedstawionym w pracy [1], w którym mężczyźni hetero mieli oceniać sylwetki kobiet o różnym wskaźniku BMI, odnotowano wśród adipofili większe w porównaniu z grupą kontrolną zainteresowanie kobietami z obydwu krańców skali, to znaczy także tymi skrajnie chudymi. Po prostu upodobanie kontrastu oraz upodobanie otyłości jako takiej to dwa różne upodobania, które — zgodnie z zaproponowanym przeze mnie addytywnym modelem atrakcyjności — wnoszą niezależne wkłady do ogólnego pożądania odczuwanego przez osobę X. Próba tłumaczenia podjęta przez autorów pracy, jakoby adipofile po prostu odrzucali normy estetyczne przyjęte w społeczeństwie jest ujmująco dziecinna.

Teraz dwa słowa o mnie w kwestii kontrastu. Zdarza mi się nawiązywać stosunki z chudymi (<90 kg) lub skrajnie chudymi (<70 kg) kobietami o ładnej twarzy. Są to związki krótkotrwałe i platoniczne — czasem jednak zdarza mi się odczuć przebłyski fascynacji sylwetkami tych dziewczyn. Z kolei najmniej interesują mnie dziewczyny zbliżone do mnie wagą lub tylko trochę ode mnie cięższe (80–100 kg). Te fakty wskazują, że także i u mnie działa opisywany pociąg do kontrastu między partnerami.

Nie prowadziłem żadnych badań na ten temat, ale myślę, że dla większości mężczyzn lubiących duże kobiety, tego typu związki oparte tylko na kontraście będą nietrwałe, to znaczy że — mówiąc w języku przytoczonego addytywnego modelu atrakcyjności — kontrast będzie wnosił mniejszy wkład niż chude ciało partnera, które wniesie duży, ujemny wkład w ostateczną ocenę atrakcyjności.

Choć wydaje się to nielogiczne, mutual-gaining i upodobanie kontrastu mogą współwystępować (tak jest u mnie).

8.       Transgresja granic

Przekraczanie granic tego, co „wypada” i łamanie konwenansów w sytuacjach intymnych to podnieta nie tylko dla adipofili. Mężczyźni ubierają się w tak bardzo zakazane dla nich w naszej kulturze kobiece stroje, robią sobie kobiecy makijaż; z kolei kobiety wykonują prace i odgrywają role „przeznaczone dla mężczyzn”. To wszystko może dotyczyć adipofili, ale nie ma adipofilskiego charakteru.

Jednakże adipofile w kwestii transgresji granic posiadają również specyficzne dla siebie podniety. Rozmawiają na przykład z przyjaciółmi lub obcymi spoza środowiska na tematy adipofilskie. Jedna moja wirtualna znajoma zamawia wielkie porcje jedzenia; kiedy ekspedient pyta ją niewinnie, po przyjacielsku, czy urządza imprezę (ta sytuacja powtórzyła się już kilka razy), ona odpowiada, że to jej przekąska przed obiadem — podnieca ją reakcja obcej osoby. Inna dziewczyna opisała scenę, w której celowo wmawiała znajomym, jakoby podpuszczali ją do zjedzenia ogromnej ilości pożywienia; znajomi zaprzeczali a ona nadal ich pytała, czy chcą, by to wszystko zjadła; w końcu wbrew ich woli zjadła jedzenie; cała ta gra była dla niej źródłem ogromnego podniecenia.

Podniecenie to może również występować u szczupłego partnera. Istnieje wiele świadectw adipofili rozrzewnionych reakcjami znajomych lub przypadkowych obcych w restauracjach, widzących ich otyłego partnera w trakcie jedzenia. Wielu młodych chłopców poszukuje do związku otyłych dziewcząt, które „nie przejmują się tym, co inni o nich mówią”; myślę, że poza odpornością psychiczną chodzi tu właśnie o umiejętność czerpania satysfakcji przez ich potencjalne partnerki, z przekraczania granic tego, co społecznie akceptowalne.

Oprócz tego podnietami są: ważenie się, ubieranie się wbrew przyjętemu kanonowi (eksponowanie obfitych kształtów), rozrywanie zbyt małych ubrań, niszczenie rzeczy swoim ciężarem (to ostatnie raczej w filmach porno).

9.       Przygniatanie

W źródłach angielskojęzycznych określane mianem squashing, przygniatanie partnera tuszą jest jedną z popularniejszych zabaw adipofili. Może ono dawać satysfakcję zarówno osobie na dole jak i tej na górze.

To dla mnie bardzo fajne uczucie, mierzyć się z ogromnym ciałem partnerki, choć muszę przyznać, że kłopoty z oddychaniem nie należą dla mnie do przyjemności. Pod tym względem jestem wyjątkiem, bo właśnie uczucie przygniecenia wielu szczupłym mężczyznom-adipofilom sprawia przyjemność.

10.  Pompowanie jamy brzusznej

Wzdęcia są znane każdemu człowiekowi. Po wielu zabiegach chirurgicznych i badaniach brzuch pozostaje przez kilka godzin wzdęty. Niektóre osoby podniecają się widokiem napompowanej jamy brzusznej — gaz jest w tym przypadku jakby ersatzem tłuszczu. Po angielsku zwie się to inflation lub bloating.

Do wywołania opisanego stanu stosuje się specjalne pompki. Niektóre osoby praktykują też picie dużych ilości płynów gazowanych (głównie coli) i połykanie jednocześnie drażetek Mentos™; ich porowata powierzchnia (o ile nie zostanie rozgryziona) znacząco zwiększa szybkość uwalniania się CO2 z napoju i tym samym wywołuje wzdęcia. Jeśli chodzi o moją opinię na ten temat, oceniam tę praktykę negatywnie, bo 1) zarówno cola jak i Mentosy są niezdrowe — i jedno i drugie powoduje kłopoty z trawieniem, nie mówiąc już o połączeniu ogromnych ilości jednego i drugiego; 2) połykanie dużych drażetek, które są przeznaczone do żucia, jest niebezpieczne; 3) wzdęcia są niebezpieczne.

11.    Ciąża

Podniecające są ciężarne kobiety — być może dlatego, że ciąża jest bezspornym znakiem płodności a być może dlatego, że wyglądają trochę podobnie do kobiet otyłych. Jest to podnieta, która właściwie nie mieści się w kategorii podniet adipofilskich, gdyż ciąża i laktacja jest podniecająca dla wielu mężczyzn nie-adipofili.

12.   Lenistwo

Wielka i groźna królowa, kobieta leniwa, która żąda zaspokajania jej potrzeb — to jeden z kilku klasycznych motywów w relacjach o charakterze seksualnym, dlatego nie będę go tutaj szczegółowo opisywał.

Adipofile bawią się wprawdzie w „królową i poddanego”, lecz bardziej jeszcze podnieca ich obrazek następujący. Na łóżku leży partnerka; zajmuje się czymś relaksującym: czyta lub ogląda telewizję. Choć spożywanie obfitych posiłków w ostatnim czasie wyraźnie dało się jej już we znaki, ona nadal leży, leniuchuje, odpoczywa, objadając się jednocześnie. Jeśli chodzi o mnie, nie akceptuję lenistwa w życiu, ale lenistwo pozorowane, udawane, chwilowe — jakoś rezonuje ze strukturami w moim mózgu odpowiadającymi za podniecenie.

13.   Zły stan zdrowia

We wszystkich artykułach staram się zachować jak najbardziej neutralny punkt widzenia, zatem poruszam zarówno kwestie pozytywne, jak i negatywne. Dla porządku muszę opisać także zjawisko następujące. Otóż istnieje w psychice ludzkiej mechanizm powodujący podniecenie w obliczu nieporadności drugiej osoby. Zaobserwowano na przykład, że w Japonii kobiety przed zamążpójściem noszą w swobodnych sytuacjach za duże obuwie. Takie obuwie spada ze stopy, co powoduje nienaturalny, nieporadny chód oraz plaskanie przy każdym kroku. Jak się okazuje, ma to jakąś pozytywną korelację z męskim zainteresowaniem i zapewne w tym właśnie celu, świadomie lub nie, jest praktykowane. Często kobiety z różnych kręgów kulturowych, chcąc przypodobać się mężczyznom, udają niekompetencję, zdziwienie, zagubienie, zmieniając przy tym głos. Mnie akurat takie zachowania doprowadzają do szewskiej pasji, ale doceniam fakt, że wielu mężczyzn daje się na taką przynętę złowić.

Upodobanie nieporadności występuje równie silnie u obydwu płci i nie zawsze wywołuje podniecenie o charakterze erotycznym — często wywołuje po prostu radość, uczucie błogości. Zdarzyło mi się przeczytać (niestety nie potrafię odnaleźć źródła), że ewolucyjnym „sensem istnienia” tego instynktu było zapewnianie opieki swoim dzieciom(5).

Jakąś wariacją tego upodobania jest pociąg do osób niepełnosprawnych ruchowo (z powodu urazów czy amputacji) oraz pociąg do osób niepełnosprawnych intelektualnie. Są to zjawiska niezwiązane z adipofilią i nie będę ich tutaj omawiał (choć wspomnę o nich w notce, w której skonfrontuję ze sobą różne „filie”). Przywołuję je tutaj, bo pociąg do osób niepełnosprawnych ruchowo, które przez swoją otyłość utraciły umiejętności motoryczne, jakimi dysponuje zdrowy człowiek, istnieje wśród adipofili.

Co więcej, sama idea utraty zdrowia w różnych jego aspektach (tj. nie tylko ruchowym), również zdaje się być podniecająca dla niektórych osób. Bodźce mogą być „niewinne”: zadyszka, obolałe plecy po przebudzeniu — lub „groźniejsze”: konieczność stosowania aparatu tlenowego (np. do leczenia bezdechu sennego) bądź trudności w wykonywaniu codziennych czynności: mycia się, wstawania z łóżka, obsługi urządzeń.

Czasem zupełnie szczerze próbuję sobie odpowiedzieć na pytanie, czy choć w pewnym stopniu nie znajduję się w opisywanej grupie. Dochodzę zawsze do wniosku, że nie. Owszem, obrazek dziewczyny, która czegoś nie robi z powodu swojej tuszy, jest dla mnie umiarkowanie podniecający, lecz gdy analizuję, dlaczego tak jest, zawsze uświadamiam sobie, że ta niemożność wykonania jakiejś czynności wynika raczej z lenistwa (dodajmy: przejściowego i udawanego) niż z rzeczywistej, fizycznej niepełnosprawności. Jeśli pomyślę o tuszy jako o przyczynie rzeczywistej niepełnosprawności i konieczności (podkreślam: konieczności) otrzymywania pomocy w najprostszych czynnościach, prowadzącej do rzeczywistego uzależnienia od pomocnika, wzbudza to we mnie raczej współczucie i chęć wyleczenia danej osoby.

To trudny temat. Trzeba umieć oddzielić fantazje od rzeczywistości i wiedzieć, które są możliwe do zrealizowania, a które mogą być tylko udawane.

14.  Siła

Fascynację kobiecą siłą fizyczną plasuję na tak dalekim miejscu, gdyż jest po prostu bardzo rzadka, nawet wśród adipofili. Niemniej, dla mnie jest bardzo ważna. Pociągają mnie szalenie kobiety wysokie, umięśnione, mocno zbudowane i silne. Kobiety zdrowe, zdolne do wysiłku fizycznego.

Nie chodzi tu o kobiety-kulturystki, które częstokroć przyjmują męskie hormony i upodabniają się wyglądem do mężczyzn. Nie chodzi o to, by z kobiety zrobić gorszą wersję mężczyzny, ale by zrobić z niej człowieka silnego, odpornego na choroby i zdolnego wiele przetrwać. Poza tym opisane kulturystki za cel stawiają sobie pozbycie się tłuszczu, co dla mnie jest z oczywistych względów odpychające.

15.   Fizjologia

Różne czynności i odgłosy fizjologiczne podniecają nie tylko adipofili — to wiedza stara jak świat. Faktem jest, że adipofile podniecają się specyficznymi dla swoich upodobań detalami; większości z tych detali fizjologicznych można się chyba domyślić, poza tym artykuł i tak już jest za długi — wymienię więc tylko burczenie w brzuchu i odgłosy trawienia pokarmu lub przełykania. Niektórzy kupują sobie specjalne mikrofony podłączane do stetoskopu, a następnie nagrywają filmiki z ich użyciem, by umieścić je w sieci.

Słownik adipofila

Wymienię teraz kilka angielskich adipofilskich terminów, z którymi można się spotkać w Internecie. Czemu tylko angielskie? Mówiąc krótko, dlatego, że społeczność anglojęzyczna jest najbardziej ze wszystkich liczna i rozwinięta.

FA, Fat Admiration, potocznie: adipofilia.

FA, Fat Admirer, potocznie: adipofil.

Chubby-chaser, to samo co Fat Admirer.

Feeder, karmiciel.

Feedee, karmiony.

Foodee, połączenie słów foodie (smakosz) i feedee.

Gainer, tyjący.

Encourager, zachęcający. W kontekście środowiska adipofili wiadomo, że chodzi o zachęcanie do tycia, jednak termin ma szerszy zakres stosowalności: używany jest w amerykańskim prawie na określenie m.in. tych, którzy udostępniają alkohol nieletnim.

BBW, Big Beautiful Woman, piękna otyła kobieta.

BHM, Big Handsome Man, przystojny otyły mężczyzna.

SS-, Super-Sized, przedrostek ten wskazuje na większe niż zazwyczaj gabaryty danej osoby. Np. SSBBW, SSBHM.

To by było na tyle. Myślę, że nie ma sensu wypisywanie wyrazów oznaczających szczegóły anatomiczne (w rodzaju ‘FUPA’ = ‘Fat Upper-Pussy Area’) albo naprędce wymyślanych zwrotów mających znaczenie tylko dla anglistów (w rodzaju ‘maintainer’). Celowo nie uwzględniłem hasła „FA, Fat Acceptance”, ponieważ Ruch Akceptacji Otyłości funkcjonujący w USA niekoniecznie wiąże się z adipofilią, a nawet niektórzy członkowie tego ruchu są przeciwni przyjmowaniu w swe szeregi osób, których entuzjazm do ludzi otyłych wynika jedynie albo głównie z przesłanek natury erotycznej. Adipofilia i Fat Acceptance Movement to dwa wielkie zbiory mające tylko pozornie część wspólną.

Czy adipofilia jest zmienna w czasie? Czy można zostać adipofilem?

Odpowiedź na pytanie, czy można zostać adipofilem, jest krótka: nie wiem. Podejrzewam, że nie; że jest to coś, co nie zmienia się w czasie.

Pamiętam, że ja byłem adipofilem od zawsze. W szkole podstawowej zidentyfikowałem jeszcze dwóch chłopców chodzących ze mną do klasy, którzy przejawiali podobne skłonności. „Polowaliśmy” na puszyste dziewczęta, nie potrafiąc jako dziesięciolatkowie nawiązać z nimi znajomości w normalny sposób. O ile chłopcy zazwyczaj łapią dziewczęta za włosy spięte w kucyk, my wypatrywaliśmy okazji, żeby móc uszczypnąć naszą „ofiarę” w wylewające się ze spodni sadełko. Bojąc się ostracyzmu, krzyczeliśmy „Ciastuś!”, co było jakimś odniesieniem do nadawanej w owym czasie reklamy chyba masła, w której występował puszysty stworek określany tym imieniem. Z perspektywy czasu myślę, że dziewczyny uważały to za dokuczanie i robiliśmy więcej złego niż dobrego. Gdybyż tylko zechciały z nami o tym porozmawiać, powiedzielibyśmy im, co o tym naprawdę sądzimy… albo i nie. Niemniej jednak, one też miały po dziesięć lat i też stawiały pierwsze kroki w nawiązywaniu relacji międzyludzkich.

Wielkim wydarzeniem dla naszej trójki było zawsze ważenie uczniów. Z lubością obserwowaliśmy „postępy” dziewcząt. Pewnego razu jeden z nas (nie ja) ośmielił się nawet spytać panią pielęgniarkę, niewinnie, niby to z ciekawości, ile dana dziewczyna zaważyła. Ten sam chłopiec lubił czasem wzdymać brzuch (używając mięśni brzucha), pokazując niby to jaki jest najedzony.

Te wszystkie wspomnienia nie odpowiadają oczywiście na pytanie, czy można zostać lub przestać być adipofilem, myślę jednak, że są ciekawe.

Jak to było w przeszłości

Czy adipofilia powstała niedawno? Z całą pewnością nie. Kryteria selekcji partnerów seksualnych tak u zwierząt, jak i u ludzi, są do pewnego stopnia warunkowane genetycznie. (Ciekawy i jednocześnie przystępny opis różnych matematycznych modeli takiej selekcji znajduje się w książce Richarda Dawkinsa „The Selfish Gene” — „Samolubny gen”.) Skoro tak, to nie ma podstaw, by a priori twierdzić, że upodobania seksualne, które istnieją dziś (np. adipofilia), nie istniały setki tysięcy lat temu.

Istotnie, ślady adipofilii widoczne są w wielu kulturach i wielu epokach. Przede wszystkim należy wspomnieć o paleolitycznych figurkach kobiet, znajdowanych od Europy Zachodniej aż po Syberię. Najbardziej znane z nich to Wenus z Willendorfu i Wenus z Schelklingen (oczywiście nie mają nic wspólnego z Wenus, która pochodzi z mitologii rzymskiej, ani też z miastami, które dały im nazwę — poza tym, że w tych właśnie miastach je znaleziono). Ich cechą wspólną jest to, że portretowane kobiety są otyłe i mają przejaskrawione elementy ciała związane z płodnością (srom, piersi, brzuch…). Nie znajduje się figurek chudych kobiet ani rzeźb innych przedmiotów i scen, które oglądał człowiek z tamtych czasów: drzew, zwierząt, walk. Postuluje się, że figurki były noszone przez kobiety jako amulety mające np. zapewnić pomyślny przebieg ciąży, bądź też że figurki były wykonywane przez kobiety w celu sportretowania własnego zmieniającego się ciała (sic!). Brakuje tylko, żeby uznać je za prehistoryczną formę dzienników odchudzania. Znamienne jest, jak mało antropologów widzi w nich to, co ja w nich dostrzegam, czyli po prostu pornografię człowieka z epoki lodowcowej.

W poprzedniej notce zasygnalizowałem występowanie adipofilii wśród wielu kultur Afryki. Temat ten będę jeszcze kontynuował w następnych notkach. Jest to w każdym razie zjawisko powszechne, nie incydentalne.

Często zapominamy, że lansowany obecnie w naszej kulturze ideał kobiety szczupłej, a wręcz chudej, to ideał powstały w latach ’50 i ’60 XX wieku. Poza XX i XXI-wiecznym Zachodem, trudno jest znaleźć taką kulturę i taką epokę, która stawiałaby za ideał sylwetkę równie chudą. Jeszcze przed wojną temat odchudzania się był tematem niszowym, obecnym tylko w kręgach lekarskich. Na pewno spowodowane to było w jakimś stopniu faktem, że ludzi otyłych było wtedy mniej. Mniejsza była także świadomość wpływu trybu życia na zdrowie, mniej się o tym mówiło. Inne też były wymagania społeczeństwa względem figury.

Miałem to szczęście, że w mojej szkole średniej odbywały się lekcje historii sztuki. Pamiętam jak dziś lekcję dotyczącą Rubensa; nobliwa pani, która ją prowadziła, osoba bardzo solidnie wykształcona zresztą, powiedziała: „Tylko na początku proszę skończmy z tym stereotypem Rubensa jako pana, który lubił grube”. Chodziło o to, że epoka baroku charakteryzowała się ogólnym przepychem, to znaczy nie tylko usiłowano wsadzić w ramy obrazu jak najwięcej obiektów, wypełniając dosłownie każdy skrawek płótna kupidynami, kwiatkami i innymi ozdobnikami (zwie się to z łaciny horror vacui) — lecz także wszystko to musiało być bujne, żywotne, wydarzone. A że przez większość historii ludzkości umiarkowaną tłustość utożsamiano z obfitością i dobrym zdrowiem, toteż kobiety na barokowych obrazach były właśnie takie: umiarkowanie tłuste.

Idealizacja tłustości obecna jest w reliktach przeszłości także i naszej, polskiej kultury; mamy na przykład idiomy typu „tłuste lata” albo też powiedzenia w rodzaju: „Kradzione nie tuczy” (rozumiane dziś zupełnie na opak(6)), „Pańskie oko konia tuczy”, „Niech ci bozia wynagrodzi w dzieciach zdrowych a tłustych!”. Także „popuszczanie pasa” było oznaką dobrobytu („Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa!”).

Pamiętam z kolei moje zaskoczenie, kiedy czytając „Przedwiośnie” Żeromskiego, natrafiłem na scenę przedostatnią, w której opisane jest pożegnalne spotkanie Laury i Cezarego, dwojga kochanków, którzy z różnych przyczyn nie mogą być ze sobą. Laura wyrzuca Cezaremu:

„— Więc mówisz, żem schudła? Widzisz — to przez ciebie!”

Trudno sobie wyobrazić te same słowa wypowiedziane w tym samym znaczeniu dziś, a upłynęło przecież niecałe sto lat.

W cyklu satyrycznych opowiadań niejakiego Jacka Sawaszkiewicza, powstałym w latach ’70 XX wieku, a noszącym tytuł „Mój tatko”, można znaleźć dwa odniesienia do otyłości: jedno z opowiadań mówi o pani wyniesionej z morza na plażę w celu uratowania życia, którą w końcu ktoś „uwolnił od zegarka”. Mężczyźni gromadnie garnęli się do tego, by ją „ratować”, gdyż pani ta „zajmowała dużo miejsca” (obok widnieje zabawny acz precyzyjny rysunek owej pulchnej pani autorstwa Jerzego Flisaka). W drugim opowiadaniu czytamy, że tatko, rzekomo aby razem ćwiczyć, przesiaduje godzinami u rozwódki, która „wcale nie chudnie. Wręcz przeciwnie”.

Można zapewne znaleźć wiele więcej i o wiele lepszych przykładów — ja przedstawiłem te, które przyszły mi na myśl.

Mity a fakty, czyli czym adipofilia nie jest

Należy na koniec zdementować parę mitów narosłych wokół omawianego zjawiska.

  • Faceci, którzy lubią grube, to feederzy.

Nie, feederzy to ludzie, którzy lubią innych karmić bądź tuczyć. Ludzie, którzy lubią grube, to adipofile. Nie każdy adipofil jest feederem. Jeśli Czytelnik ma nadal wątpliwości dlaczego, powinien przeczytać artykuł uważniej.

  • Feederzy to mężczyźni tuczący kobiety.

Nie, jak mówiłem, każda kombinacja płci występuje w naturze.

  • Feederzy to niebezpieczne świry szukające ofiar, które chcą zatuczyć na śmierć.

A może adipofilia to ogólnoświatowy spisek Marsjan?…

  • Feederom tak naprawdę zależy tylko na kontrolowaniu życia swoich ofiar.

Każde zdanie zawierające w sobie wyrażenia „tak naprawdę” i „tylko” jest podejrzane i powinno być bardzo dokładnie sprawdzone i uzasadnione.

  • Związki adipofili są powierzchowne.

Nie, niestety nie. Wiem, że trudno jest wczuć się w człowieka posiadającego preferencje, których się samemu nie posiada i dlatego łatwo można palnąć bzdurę. Wspaniałomyślnie wybaczam. Nasze społeczeństwo nie pomaga: ono też niestety nie promuje postaw opartych na myśleniu i wczuwaniu się w innego człowieka, różniącego się od nas, a za to bardzo chętnie ocenia i wartościuje to, o czym nie ma pojęcia. Na szczęście za sobą mamy okres, kiedy myślano, że związki homoseksualistów są powierzchowne i że zależy im wyłącznie na seksie. Mam nadzieję, że podobna zmiana mentalności wobec adipofili dokona się niebawem.

  • Żadna kobieta nie chce tyć sama z siebie, robi to wyłącznie pod presją chorego zboczeńca.

Nie. Tak po prostu: nie. W Internecie jest mnóstwo dziewcząt, które tyją same z siebie, wrzucają filmy z postępami w tyciu do sieci, zakładają blogi na ten temat. Jedne z nich są w związku, inne nie. Jedne robią to dla kogoś, inne robią to dla siebie, jeszcze inne robią to dla pieniędzy.

Kobiety również podnieca fakt własnego tycia — opowiadają o swoich fantazjach z nim związanych — i nigdy nie wolno ich a priori etykietować jako ofiary cudzego podstępu! Ostatnio niejaki redaktor Lisiewicz zasugerował, że Eskimosi żyją z pingwinami na Antarktydzie. No niestety nie. Obydwa te stwierdzenia są równie nieprawdziwe; nie ma tu o czym dyskutować.

  • Dziewczyny najpierw tyją, bo się zaniedbały, a potem dopiero szukają amatorów zamiast schudnąć.

Znów pudło. To stwierdzenie, tak samo jak i poprzednie, nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Istnieje mnóstwo udokumentowanych historii dziewcząt, które tyją, bo chcą się podobać sobie i innym, np. DuchessBBW, PassionBBW, BigBellyLover919 (posiadają lub posiadały kanały na YouTube, konta na Fantasy Feeder i w innych serwisach)…

  • Tycie to oznaka zaniedbania lub choroby.

Może tak być, ale nie musi. Jeśli tycie jest dla kogoś podnietą, to utyć może zarówno zadbana jak i zaniedbana osoba. Nie każdy, kto jest zaniedbany, jest otyły i nie każdy, kto jest otyły, jest zaniedbany.

Łatwo jest odróżnić osobę, która utyła mimo woli, bo spożywa śmieciowe jedzenie i mało się rusza, od osoby, która tyje z własnej woli, spożywając potrawy wysokokaloryczne i obfite ale zdrowe a do tego zażywa aktywności fizycznej. Dla wielu adipofili, w tym i dla mnie, ta pierwsza osoba nie będzie atrakcyjna.

  • Adipofile nie potrafią sobie znaleźć normalnej dziewczyny.

Po pierwsze, trudno mówić o osobach otyłych, że są nienormalne, bo któż niby ma władzę, by taką normę uchwalić? (Szczególnie że otyłość staje się normą w sensie statystycznym.) Po drugie, adipofile-mężczyźni hetero nie szukają partnerek wśród chudych dziewczyn, bo wiedzą, że nie stworzą z nimi trwałego związku. Naprawdę.

Adipofilia a ideologia plus-sizenew

  • Adipofilia to lewicowy pogląd wyrosły na gruncie idei akceptacji wszystkiego, co odmienne.

Nic bardziej mylnego. Adipofilia to zwierzęcy instynkt, obecny w ludziach od setek tysięcy lat. To nie pogląd. Tym bardziej nie ma on nic wspólnego z polityką. Adipofilia nie jest poglądem i zainteresowanie adipofila otyłymi kobietami nie wynika z żadnych pobudek filozoficznych czy ideologicznych.

Poglądem jest natomiast ideologia „plus-size”, tak mocno lansowana ostatnio w mediach — i to właśnie wyznawcy tej ideologii promują otyłe kobiety nie w związku z rzeczywistym uczuciem, jakim je darzą, ale z jakichś wykoncypowanych w feministycznych think-tankach, rzekomo etycznych pobudek.

Nie obchodzą mnie tzw. „modelki plus-size”, nie obchodzi mnie ich przesłanie i święta wojna ideologiczna. „Plus-size” jest ideologią z wielu przyczyn odrażającą.

Hipokryzja

Przede wszystkim, bije z niej hipokryzja. Panie modelki i blogerki walczą z przemocą psychiczną, której rzekomo same doświadczały w dzieciństwie, ale często stosują identyczne metody co ich dawni „oprawcy”, tyle że obelgi i szykany kierują w drugą stronę. Mieszają z błotem na przykład tych, którym nie podobają się kobiety otyłe, tak jak gdyby nielubienie danej sylwetki było przestępstwem. Każdy ma prawo mieć własne gusta i krytykować, nawet w ostrych słowach, wygląd drugiego człowieka. Linia oddzielająca krytykę od dokuczania czy znęcania się jest może i cienka, ale to nie upoważnia nas do kneblowania ludziom ust.

Kończąc temat hipokryzji, chciałbym zauważyć, że nawet w wyprodukowanym ostatnio polskim programie telewizyjnym przeznaczonym dla dziewczyn z nadwagą chcących zostać modelkami, użyto jako partnerów do sesji zdjęciowych szczupłych, wysportowanych i umięśnionych mężczyzn! Wszystko musiało być tip-top: profesjonalna charakteryzacja, profesjonalna scenografia, profesjonalni fotografowie — i modele też profesjonalni, czyli chudzi. Panie dostały „idealnych” modeli. Specjalnie wyasygnowałem godzinę mojego cennego czasu, by obejrzeć pierwszy odcinek programu, który choć nie zapowiadał się szczególnie dobrze, ciekawił mnie mimo wszystko; pamiętam, że w tamtej chwili dostałem ataku jakiegoś dzikiego śmiechu. Reżyser nie dość że zabrał mi godzinę z życia na nudne gadki paru oszołomów tworzących „jury” tego konkursu, to jeszcze w jednej chwili rozłożył na łopatki całą ideę programu.

Utopia

Ideologia plus-size jest wytworem tej samej pomylonej lewicowej mentalności, która kazała ludziom rabować i mordować w imię „sprawiedliwości” i „równości”. Modus operandi lewicowego ideologa jest zawsze ten sam: znajdź w otaczającej cię rzeczywistości fakt, który ci się nie podoba, a następnie nie wnikając w przyczyny istnienia tego faktu, po prostu siłą nakaż ludziom postępować tak, jak gdyby ten fakt nie istniał.

Przykładów jest mnóstwo: jednym z nich jest „wyrównywanie nierówności społecznych” a ostatnio także płciowych. Wszystko to oparte jest na złudzeniu, że skoro można sobie wyobrazić ludzi pod pewnymi względami „równych” (zarabiających tyle samo bez względu na pochodzenie, wykształcenie etc. lub też równie silnie garnących się do pewnych zawodów bez względu na płeć), to należy nakazami i zakazami zaprowadzić taki porządek, w którym rzeczywiście będą oni w tym wąskim sensie „równi” (czyli narzucić odgórnie wynagrodzenie lub ustanowić parytety płciowe).

W przypadku plus-size faktem, który oburza ideologów („ideolożki”?) jest to, że nasza kultura piętnuje otyłość. Co więcej, sporo ludzi nie gustuje w osobach otyłych. Dla ideologów to skandal. Należy zatem — ich zdaniem — usilnie wmawiać ludziom, że podobają im się grube, tylko o tym nie wiedzą; że grube jest zdrowsze niż chude; że grube jest modne; wmawiać to tak długo aż w to uwierzą. Niestety, nie tak się to robi. Najczęściej takie działania przynoszą skutek odwrotny do zamierzonego.

Ideolodzy plus-size robią też bożka z idei akceptacji własnego ciała. „Obojętnie jaki jesteś, masz siebie akceptować” — zdają się mówić. Nie liczą się przy tym z faktem, że być może niektóre kobiety naprawdę nie chcą być grube i chciałyby to zmienić.

Kim one są

Zastrzegam od razu, że nie wszystkie aktywistki plus-size są takie same. Nie wszystkie zasługują na piętnowanie. Jednakże wiele z nich jest po prostu niezbyt pięknymi życiowymi frustratkami a leczenie własnych kompleksów wyczerpuje ich ideową ofertę. Starają się za wszelką cenę zaimponować swoją rzekomą inteligencją, której w większości przypadków nie posiadają. Niestety, natura nie jest sprawiedliwa i to, że poskąpiła komuś urody nie oznacza automatycznie, że obdarowała go hojnie innymi zaletami.

Panie zapominają, że nie tylko osoby grube mają ciężko. Mnie też wyśmiewano w szkole, rzucano mi kłody pod nogi; niestety nie mogłem tego zrzucić na karb otyłości, bo byłem chudzielcem. Rozumiem, że panie chcą, żeby ich dawni szkolni prześladowcy zzielenieli z zazdrości, oglądając ich półnagie sesje w magazynach modowych — i nawet trochę im kibicuję. Nie rozumiem natomiast, czemu mam je wspierać w wyrównywaniu ich indywidualnych rachunków krzywd. Nieraz zdarzało mi się odnieść wrażenie, że panie będą zadowolone dopiero, gdy cały świat będzie je wielbił — niestety, to niemożliwe; nie ma ludzi popularnych we wszystkich środowiskach.

Oczywiście idea plus-size przyciąga też karierowiczów i oportunistów, takich jak ci pracujący przy wspomnianym programie telewizyjnym.

Manipulacja

Modelki plus-size często pojawiają się w otoczeniu haseł takich jak: „piękno jest pięknem w każdym rozmiarze — a iks procent mężczyzn już o tym wie!”… To jakieś makabryczne nieporozumienie.

Piękno jest w oku patrzącego; powiedzieć, że coś jest piękne znaczy tyle co powiedzieć, że coś nam się podoba; że chcemy tego czegoś; że pozytywnie się do tego czegoś odnosimy. Poczucie piękna nie jest żadną wiedzą, ale opinią — i to chyba jedną z najbardziej subiektywnych opinii jakie istnieją. Mówienie, iż mężczyźni „wiedzą”, że grube jest piękne, to bardzo prymitywna manipulacja.

Bądźcie po prostu normalne

Modelki plus-size cały czas operują frazą „grube też mogą”. To uwłaczające godności tych grubych. Frazy typu „grubi też chcą się podobać / chcą być kochani / mogą być szczęśliwi” zakładają, że z grubymi jest coś nie tak i że trzeba koniecznie zadać temu twierdzeniu kłam, udowodnić jego nieprawdziwość. Dużo prościej i zdrowiej jest takie założenie odrzucić i po prostu robić te wszystkie rzeczy, o których się mówi, zamiast wiecznie udowadniać, że się potrafi je robić. Jak tego dokonać?

Po pierwsze, odciąć się na zawsze od hejtu. Polecam przestać słuchać hejterów; przestać traktować ich jako godne uwagi źródło oceny własnej wartości i partnerów do dyskusji, której — rzekomo — nie chce się podejmować. Ktoś, kto naprawdę wierzy w swoje ideały, rzadko kiedy potrzebuje, by inni go w tych ideałach utwierdzali; osoba taka raczej odcina się od tych, którzy nie podzielają jej poglądów, bo znalazła już własny sposób na życie.

Po drugie, jeśli nie chce się być cały czas porównywaną do chudych dziewcząt z okładek, polecam przestać samemu się do nich porównywać, tj. przestać się na nie oglądać i coś im udowadniać. Od dziś koniec paplania o trudnym dzieciństwie, zbyt wyśrubowanych kanonach piękności i niedopuszczaniu grubych do okładek magazynów!

Po trzecie, co równie ważne, polecam przestać nienawidzić swoich wrogów i przestać budować swój kapitał na walce z nimi. To jedynie podsyca ogień i marnuje siły. No chyba, że ktoś nie ma niczego pozytywnego do zaproponowania…

Drażnią nawet adipofili

Modelki plus-size pokazywane w magazynach nie są ani grube ani chude. Są może troszeczkę grubsze od głodowej „normy”, lecz przy tym są tak portretowane, żeby tylko czasem nie pokazać atrybutów tej grubości: brzucha, boczków, piersi itp. Szczerze mówiąc, modelki plus-size w ogóle do mnie nie przemawiają, nie kojarzę ich twarzy i nie znam ich nazwisk — z wyjątkiem Ashley Graham, która jest swoistą ikoną omawianego ruchu. Posiadają zupełnie przeciętne twarze i takież ciała, istniejące tylko w programach do obróbki zdjęć — ani grube ani chude.

Można tu postawić pytanie: skoro to abstrakcyjne piękno nie podoba się nawet adipofilowi, to komu u diabła ma się podobać?

Tyle w kwestii ideologii plus-size.

Słowo końcowe

Mam nadzieję, że Czytelnik spoza środowiska adipofili dowiedział się czegoś ciekawego podczas lektury, zaś żaden Czytelnik-adipofil nie został przeze mnie niezasłużenie przedstawiony w złym świetle. Życzę wszystkim owocnych kontaktów z przedstawicielami opisanej społeczności.

Literatura

[1] Swami, V. and Tovee, M. J. (2009) Big beautiful women: the body size preferences of male fat admirers. Journal of Sex Research, 46 (1). pp. 89-96. ISSN 0022-4499

———

(1) Co ciekawe, łacińskie słowo adeps czy adips pochodzi z greckiego aleífo (αλείφω), co oznacza m.in. ‘okrywać’; łaciński wyraz jest zatem — lub raczej początkowo był — tylko eufemizmem! Grecki wyraz oznaczający ‘tłuszcz’ to lípos (λίπος), od którego pochodzi m.in. wyraz „lipidy” i podobne.

(2) Źródło: https://sjp.pwn.pl/doroszewski/fetysz;5427511.html

(3) Źródło: https://sjp.pwn.pl/sjp/fetysz;2557759.html

(4) BMI to wskaźnik masy ciała w odniesieniu do wzrostu. Oblicza się go ze wzoru BMI=\frac{masa}{wzrost^2} . Jeśli człowieka zastąpimy ogromnym kwadratowym kawałem mięsa o boku równym wzrostowi tego człowieka, BMI odpowie na pytanie, ile kilogramów będzie ważył metr kwadratowy tego kawału. Prawidłowe wartości zawierają się między 18–25 kg/m2. Wprowadzenie tak dziwnie zdefiniowanej wielkości wynika z obserwacji, że 1) podczas tycia wzrost człowieka jako jedyny wymiar pozostaje niezmienny; 2) człowiek dwa razy wyższy powinien ważyć cztery razy więcej — to ostatnie to raczej postulat, zresztą dyskusyjny. Dyskusyjny jest też zakres „prawidłowych” mas ciała: dla przykładu człowiek dwumetrowy musi się mieścić między 74 kg a 100 kg…

(5) Małe dzieci są nieporadne, więc obejmowanie opieką nieporadnych istot było — w prehistorycznym świecie człowieka pierwotnego — równoznaczne z opiekowaniem się własnymi dziećmi. Człowiek pierwotny nie hodował wszak świnek morskich czy szynszyli do towarzystwa…

(6) „Kradzione nie tuczy” — przysłowie stwierdzające, że rzeczy kradzione nie przynoszą korzyści. Tuczenie jest tu rozumiane pozytywnie jako konsekwencja dostatku żywności.

Reklamy